Kategorie
Bez kategorii

Jak chronić się przed niewypłacalnością kontrahenta?

Odczuwalne spowolnienie gospodarcze i spodziewany w niedługim czasie wzrost liczby postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych, to realne zagrożenia dla stabilnego funkcjonowania przedsiębiorstwa. Dlatego tak ważne jest korzystanie z dobrych praktyk na etapie zawierania umowy, zabezpieczających przed kryzysem finansowym kontrahenta. Upadłość kontrahenta brzmi jak wyrok, który często uniemożliwia odzyskanie długu. Przed takim niekorzystnym skutkiem można się jednak zabezpieczyć.

Dlaczego mimo kryzysu statystyki wyglądają optymistycznie?

Mimo kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19, statystyki mogłyby napawać optymizmem. W III kwartale 2020 r. liczba otwartych postępowań upadłościowych wyniosła 136, natomiast w analogicznym okresie 2019 r. ogłoszono aż 192 upadłości. Jednak nie można dać zwieść się wyłącznie statystykom. Spadek liczby upadłości wynika bowiem z trzech powodów.

Po pierwsze, warunkiem uzyskania niektórej pomocy publicznej jest funkcjonowanie przedsiębiorstwa przez określony czas od wypłaty transzy, co wyklucza możliwość sięgania po upadłość. Po drugie, od kwietnia 2020 r. obowiązują tzw. „wakacje upadłościowe”; dłużnik w czasie epidemii nie ma obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Dłużnik może taki wniosek złożyć, ale nie ponosi odpowiedzialności, jeśli będzie nadal próbował ratować swoje przedsiębiorstwo. W końcu, ustawodawca przewidział w Tarczy 4.0. procedurę uproszczonej restrukturyzacji, która systematycznie wypiera dotychczasowe postępowania restrukturyzacyjne, a także upadłość.

Uproszczona restrukturyzacja stanowi aktualnie ponad 70% wszystkich otwartych postępowań restrukturyzacyjnych. W związku z tym, że nie wszystkie restrukturyzacje zakończą się sukcesem, „wakacje upadłościowe” niedługo się skończą, a także upłynie termin przejściowy wymagany dla utrzymania przedsiębiorstwa przepisami dotyczącymi pomocy publicznej, spodziewamy się w niedługim czasie fali wniosków o ogłoszenie upadłości.

Jak dostrzec problemy finansowe kontrahenta?

Przede wszystkim należy koncentrować swoją uwagę na sprawdzeniu wiarygodności finansowej na etapie kontraktowania, czyli na etapie zawierania umowy. Niestety dostępne narzędzia nie dają 100% ochrony, ale pozwalają w pewnych sytuacjach ograniczać niepotrzebne ekonomicznie ryzyko.

Przede wszystkim – jeśli naszym kontrahentem jest spółka handlowa – trzeba sięgać po sprawozdania finansowe, które od października 2018 r. spółki mają obowiązek publikować na elektronicznej platformie (Repozytorium Dokumentów Finansowych). E-sprawozdania finansowe są dostępne nieodpłatnie dla każdej zainteresowanej osoby. W Repozytorium Dokumentów Finansowych publikowane są również opinie biegłych rewidentów. Jeśli spółka nie publikuje sprawozdań (choć ma taki obowiązek), a opóźnienie jest znaczne, trzeba założyć, że spółka chce ukryć informacje o kłopotach finansowych.

Kolejnym cennym źródłem informacji jest Rejestr Dłużników Niewypłacalnych, zawierający informacje m.in. o prowadzonych wobec podmiotu egzekucjach, które zostały umorzone z powodu bezskuteczności. Rejestr, będący częścią Krajowego Rejestru Sądowego, jest płatny i działa na razie niestety w formie „papierowej”. Rejestr Dłużników Niewypłacalnych zostanie zastąpiony w przyszłości przez Centralny Rejestr Zadłużonych, który będzie dostępny online. W Rejestrze Dłużników Niewypłacalnych nie znajdziemy jednak informacji o tym jakie konkretnie podmiot posiada długi.

Warto również korzystać z tzw. białej listy podatników, która potwierdza fakt wpisania podmiotu do rejestru VAT. Na białej liście podatników podatnik VAT ma obowiązek informować o swoim rachunku rozliczeniowym, na który muszą być przekazywane środki pieniężne w ramach transakcji o wartości przekraczającej 15.000 zł. Jeśli przyszły kontrahent jest podatnikiem VAT, ale nie jest ujęty na białej liście, to istnieje ryzyko zamiaru ukrywania przepływów pieniężnych, co rodzi obawy o jego kondycję finansową.

Poza wspominanymi środkami można korzystać z usług komercyjnych biur informacji gospodarczej, które odpłatnie udzielają szczegółowych informacji na temat zadłużenia podmiotów, w tym informacji o wysokości konkretnych długów.

Jak bezpiecznie zakończyć umowę w przypadku ryzyka niewypłacalności kontrahenta?

Dostrzegając problemy finansowe kontrahenta, naturalnym zachowaniem jest chęć zakończenia współpracy, a więc maksymalne ograniczenie grożących strat. Trzeba jednak pamiętać, że przepisy prawa upadłościowego i restrukturyzacyjnego zakazują wypowiadania umów w razie złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości (otwarcie restrukturyzacji) oraz ogłoszenia upadłości (otwarcia restrukturyzacji). Nawet jeżeli w umowie znajdzie się klauzula (z pozoru) pozwalająca na rozwiązanie umowy z tego powodu, to nie będzie można z niej skutecznie skorzystać.

Strona umowy nie może być jednak zmuszana, wbrew jej woli, do utrzymywania relacji gospodarczej w sytuacji, gdy nie akceptuje poziomu ryzyka związanego z brakiem osiągnięcia spodziewanego efektu gospodarczego z uwagi na symptomy złego stanu finansowego kontrahenta. Określenie w umowie bezpiecznej klauzuli zakończenia współpracy jest jednak wyzwaniem. Przepisy prawa upadłościowego i restrukturyzacyjnego przewidują tzw. klauzulę obejścia prawa, oznaczającą, że postanowienia umów uniemożliwiające lub utrudniające osiągnięcie celu postępowania są bezskuteczne względem masy upadłościowej lub masy układowej i sanacyjnej. Celem postępowania upadłościowego jest zaspokojenie wierzycieli w najwyższym stopniu, a wobec tego partykularny interes wierzyciela musi ustąpić interesowi ogółu wierzycieli. Z kolei postępowanie restrukturyzacyjne jest prowadzone w celu zawarcia układu z wierzycielami oraz w celu uniknięcia upadłości. W pewnych sytuacjach próba wypowiedzenia umowy z uwagi na niewypłacalność lub zagrożenie niewypłacalnością kontrahenta może okazać się nieskuteczna.

W doktrynie przeważa stanowisko, iż lista niedopuszczalnych przyczyn wypowiedzenia umów jest zamknięta. To oznacza, że są dopuszczalne klauzule umowne, zastrzegające prawo zmiany lub rozwiązania umowy w innych sytuacjach, na przykład w razie zaistnienia samego stanu niewypłacalności lub zagrożenia niewypłacalnością. Biorąc pod uwagę zasygnalizowane wcześniej ryzyko zarzutu obejścia prawa, w pewnych sytuacjach nie będzie można wypowiedzieć umowy z uwagi na niewypłacalność lub ryzyko niewypłacalności kontrahenta. W każdym przypadku musimy ocenić, czy wypowiedzenie konkretnej umowy może „storpedować” cele upadłości albo restrukturyzacji, a więc obniżyć poziom zaspokojenia wszystkich wierzycieli albo przeszkodzić w zawarciu układu. Wypowiedzenie nie może pozbawiać możliwości prowadzenia działalności przez kontrahenta. Dlatego wypowiedzenie umowy dzierżawy nieruchomości, w której kontrahent prowadzi działalność, należy uznać za niedopuszczalne.

Mając to na uwadze, bezpieczne klauzule „wyjścia” z umowy powinny być rozbudowane i powinny uwzględniać nie tylko stan niewypłacalności lub zagrożenia wypłacalności kontrahenta, ale przewidywać inne zdarzenia upoważniające do wypowiedzenia umowy. To, kiedy nasz kontrahent staje się niewypłacalny lub jest zagrożony niewypłacalnością jest ocenne i często wymaga wiedzy specjalistycznej. W związku z tym warto zastrzegać inne konkretne i obiektywne sytuacje, w których wypowiedzenie umowne będzie dopuszczalne. Przykładowo takimi zdarzeniami może być, np. podjęcie czynności przygotowujących do wszczęcia upadłości lub restrukturyzacji (np. przygotowania wstępnego planu restrukturyzacyjnego lub bilansu na cele postępowania upadłościowego). Można też wspólnie z drugą stroną ustalić w umowie wskaźniki finansowe (zadłużeniowe), których naruszenie będzie stanowiło sygnał nieakceptowanego dla drugiej strony pogorszenia sytuacji finansowej kontrahenta, uprawniającego do wypowiedzenia umowy.

Omawiany problem, z punktu widzenia konkraktowania, jest jednym z trudniejszych do rozwiązania w sposób skuteczny, nie budzący wątpliwości i godzący interesy stron umowy. Dlatego wymaga – niezależnie od możliwości wypracowania standardów – indywidualnego podejścia w różnych umowach i w różnych sytuacjach biznesowych.

Alicja Sobota – adwokat, licencjonowany doradca restrukturyzacyjny, specjalizuje się m.in. w sprawach z zakresu upadłości i restrukturyzacji, jest autorką publikacji i szkoleń z tego zakresu.

Kategorie
Bez kategorii

Obowiązek zapłaty za niezamówiony transport – czy to możliwe? (część 2)

W poprzednim newsletterze stawialiśmy pytanie: jak to możliwe, że firma nie zlecała transportu towarów, a musi za ten transport zapłacić przewoźnikowi. Przypomnijmy jednym zdaniem, iż na gruncie krajowego transportu drogowego kluczem do rozwiązania zagadki był art. 51 ust. 1 ustawy z dnia 15 listopada 1984 r. Prawo przewozowe (t.j. Dz.U.2020.8) przewidujący odpowiedzialność odbiorcy towaru wobec przewoźnika nawet jeżeli odbiorca towaru nie zawarł z przewoźnikiem umowy. Zapowiedziana została też druga część artykułu, tym razem dotycząca międzynarodowego transportu drogowego.

Również konwencja CMR (Konwencja o umowie międzynarodowego przewozu drogowego towarów) zawiera regulacje, na podstawie których odbiorca towaru może być zobowiązany do zapłaty należności na rzecz firmy transportowej, mimo iż nie był stroną umowy z tą firmą.

Jeżeli odbiorca towar odebrał, to przewoźnik na podstawie art. 13 ust. 2 zd. 1 wskazanej konwencji może domagać się od odbiorcy zapłaty „kwoty należności wynikających z listu przewozowego”.

Nie ma przy tym znaczenia, że odbiorca nie zawarł umowy z przewoźnikiem, nie zlecił tego transportu. Nawet jeżeli odbiorca umówił się z nadawcą, że nadawca zleci transport na swój koszt, to umowa taka między odbiorcą a nadawcą nie wyklucza możliwości zażądania przez przewoźnika zapłaty przewoźnego przez odbiorcę.

Warto na to zwrócić uwagę w kontekście ustaleń na linii zamawiający towar – dostawca towaru. Jak wynika z powyższego umówienie się, że koszty transportu leżą po stronie dostawcy nie oznacza, że zamawiający towar nie zostanie przez przewoźnika pociągnięty do odpowiedzialności za zapłatę tych należności.

Co w praktyce bywa kluczowe?

Otóż, aby przewoźnik mógł domagać się zapłaty przez odbiorcę na podstawie wskazanego powyżej przepisu, należności muszą być wpisane w treści listu przewozowego. Tak też uznał Sąd Najwyższy w wyroku z 19 grudnia 2013 r. (sygn. akt II CSK 70/13), którego jedna z tez brzmi:

„Niezbędną przesłanką powstania na podstawie art. 13 ust. 2 Konwencji z 1956 r. o umowie międzynarodowego przewozu drogowego towarów (CMR) obowiązku odbiorcy dokonania zapłaty jednoznacznie ustalonej kwoty na rzecz przewoźnika jest istnienie w liście przewozowym określenia wysokości tej kwoty, wyznaczającej istnienie i zakres obowiązku odbiorcy. Bezsporny brak wpisania w listach przewozowych CMR kwot należności wynikających z wykonanych przez przewoźnika przewozów wyłącza istnienie po stronie odbiorcy obowiązku zapłaty przewoźnikowi, wobec braku niezbędnej przesłanki uzasadniającej zastosowanie art. 13 ust. 2 Konwencji CMR.”

Oba artykuły dotyczące odpowiedzialności odbiorcy na podstawie przywołanych przepisów pisane były z myślą o firmach, które w swojej działalności częstokroć odbierają znaczne ilości towarów, za których transport miał zapłacić nadawca. Odbiorcy pozostają w przekonaniu, iż nie obciąża ich ryzyko zapłaty kosztów transportu, a jak wynika z przywołanych przepisów przekonanie to nie zawsze jest słuszne.

Piotr Noworyta – radca prawny, partner w Nikiel Wójcik Noworyta odpowiedzialny między innymi za praktykę obejmującą prawo handlowe i prawo spółek, a także kontraktowanie w zakresie działalności operacyjnej podmiotów gospodarczych.

Kategorie
Bez kategorii

Od 1 grudnia 2020 – zwiększone kary dla pracodawców za „wspieranie” dłużników alimentacyjnych

Już 1 grudnia 2020 r. wejdzie w życie nowelizacja Kodeksu pracy uchwalona jeszcze w 2018 r., przewidująca zwiększoną odpowiedzialność finansową pracodawców za niektóre wykroczenia przeciwko prawom pracownika. Zmiany dotyczą pracowników będących dłużnikami alimentacyjnymi.

Dotychczas przepisy Kodeksu Pracy wskazywały jedynie na ogólną zasadę odpowiedzialności pracodawcy za brak potwierdzenia na piśmie zawartej z pracownikiem umowy o pracę przed dopuszczeniem go do pracy. W takiej sytuacji pracodawcy groziła grzywna w wysokości od 1.000 zł do 30.000 zł. Bez znaczenia dla odpowiedzialności pracodawcy pozostawała jednak kwestia okoliczności osobistych dotyczących samego pracownika.

Od 1 grudnia 2020 r. pracodawcy grozić będzie wyższa grzywna w kwocie od 1.500 zł do 45.000 zł za zatrudnienie bez potwierdzenia na piśmie zawartej umowy o pracę dłużnika alimentacyjnego, czyli osoby:

  • wobec której toczy się egzekucja świadczeń alimentacyjnych oraz egzekucja należności budżetu państwa powstałych z tytułu świadczeń wypłacanych w przypadku bezskuteczności egzekucji alimentów
  • oraz która zalega ze spełnieniem tych świadczeń za okres dłuższy niż 3 miesiące,

Takiej samej grzywnie podlegać będzie pracodawca, który osobie opisanej powyżej wypłaci wynagrodzenie wyższe niż wynikające z zawartej z nią umowy o pracę, bez jednoczesnego dokonania potrąceń na zaspokojenie świadczeń alimentacyjnych.

Zatrudnienie dłużnika alimentacyjnego bez zawarcia pisemnej umowy albo wypłacanie mu wynagrodzenia obok tego wynikającego z umowy będzie zatem od 1 grudnia 2020 r. niosło istotne, zwiększone ryzyko odpowiedzialności materialnej po stronie pracodawcy.

Co ciekawe, brak jest analogicznych regulacji w stosunku do osób wykonujących pracę lub świadczących usługi na podstawie tytułów prawnych innych niż umowa w pracę, w tym w szczególności umowy zlecenia i umowy o dzieło.

Warto dodać, że omawiana ustawa z 2018 r. wcześniej znowelizowała także przepisy Kodeksu postępowania cywilnego w zakresie kwot z wynagrodzenia o pracę nie podlegających egzekucji w przypadku dłużników alimentacyjnych. Przed wejściem w życie analizowanych przepisów sumy wyasygnowane na pokrycie wydatków lub wyjazdów w sprawach służbowych w całości nie podlegały egzekucji. Była to często stosowana furtka umożliwiająca przekazanie dodatkowych środków dłużnikom alimentacyjnym. Aktualnie należności inne niż diety, wypłacane z tytułu podróży służbowych (takie jak np. zwrot kosztów, przejazdów, dojazdów środkami komunikacji miejscowej, noclegów oraz innych niezbędnych udokumentowanych wydatków) w dalszym ciągu nie podlegają egzekucji. Egzekucji na zaspokojenie roszczeń z tytułu alimentów podlega natomiast 50% diet z tytułu podróży służbowej. Objęcie dopuszczalnością egzekucji części diet za podróże służbowe służyć ma zwiększeniu ściągalności należności alimentacyjnych.

Należy pamiętać, że pracodawca jest odpowiedzialny za należyte realizowanie zajęć egzekucyjnych, dokonywanie potrąceń oraz współdziałanie z organami egzekucyjnymi. Zaniechania w tym zakresie mogą spowodować wymierzenie pracodawcy przez komornika sądowego grzywny w kwocie do 5.000 zł, która może być wielokrotnie powtarzana i która może być kumulowana z karami nakładanymi na podstawie przepisów Kodeksu Pracy. Analogiczna sankcja może być zastosowana także wobec zleceniodawców lub zamawiających, u których dokonane zostanie zajęcie wynagrodzenia należnego ich współpracownikom.

Bartłomiej Irlik – radca prawny, specjalizujący się m.in. w obsłudze prawnej procesów inwestycyjnych i budowlanych; odpowiedzialny za obszar praktyki w zakresie prawa ochrony środowiska.

Kategorie
Bez kategorii

Czy można uwolnić się od umów („bo koronawirus”)?

Pytanie to wciąż zadaje sobie wielu przedsiębiorców, bo epidemia wywróciła do góry nogami nie tylko ochronę zdrowia, gospodarkę, ale także wiele relacji umownych – zwłaszcza tych o charakterze długoterminowym.

Oczywistym jest, że od marca 2020 r. z różnym nasileniem mamy do czynienia z „pełzającym stanem nadzwyczajnym”, choć formalnie takiego nie wprowadzono. Niektóre branże notują straty, których nikt rozsądny nie mógł jeszcze rok temu przewidywać. Mimo luzowania obostrzeń znaczna część przedsiębiorców wciąż nie złapała oddechu, a nierzadko grozi im upadłość. W tej nadzwyczajnej sytuacji naturalnym jest, że trzeba poszukiwać w systemie prawnym jakiś kół ratunkowych, gdy inne środki zawiodą (np. nie uda się wynegocjować porozumienia z drugą stroną umowy). 

Takim kołem może być tzw.  klauzula rebus sic stantibus, uregulowana w art. 3571 § 1 Kodeksu cywilnego. Przepis ten stanowi, że jeżeli w przypadku nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia może łączyć się z nadmiernymi trudnościami albo grozić jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może – po rozważeniu interesów stron i zgodnie z zasadami współżycia społecznego – oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy.

Innymi słowy, sądowi wolno zaingerować w stosunki umowne, w taki sposób, aby uchronić jedną ze stron przed niemożnością wykonania jej zobowiązania, ale przy rozważeniu także interesów drugiej strony kontraktu. Wydaje się, że w wielu przypadkach taką nadzwyczajną zmianę stosunków udałoby się udowodnić (np. na skutek władczych decyzji o ograniczeniu, czy nawet zamknięciu restauracji, hoteli, branży rozrywkowej, kulturalnej sportowej i fitness, utrudnień w transporcie etc.). Przepis ten można zastosować do wielu umów, np. świadczenia usług, sprzedaży towarów lub do umów najmu. Szczególnie ten ostatni rodzaj umów jest dotknięty skutkami epidemii, a działania ustawodawcy oceniane są jako niewystarczające. Oczywiście każdy przypadek podlega indywidualnej ocenie.

Jedyną drogą do uzyskania ochrony z klauzuli rebus sic stantibus jest wytoczenie powództwa do sądu. Wprawdzie postępowania sądowe trwają dość długo (problem ten spotęgowany jest teraz nomen omen epidemią, która siłą rzeczy dziesiątkuje zasoby kadrowe w sądach), ale pewnym antidotum może tu być złożenie wniosku o zabezpieczenie powództwa. Wniosek taki rozpoznawany jest szybko. Przepisy przewidują termin tygodniowy, zwykle jednak taki wniosek rozpoznawany jest w ciągu 2-3 tygodni. Uzyskanie takiego zabezpieczenia jest o tyle korzystne, że sąd bardzo szybko może uregulować prawa i obowiązki stron na czas procesu – nie trzeba więc czekać na wyrok. Wniosek taki można złożyć jeszcze przed wytoczeniem powództwa, traktując go jako „balonik próbny” przed wniesieniem pozwu (pozwala to zaoszczędzić na kosztach procesu).

Prześledziliśmy pierwsze tego typu zabezpieczenia „covidowe”, żeby zobaczyć, jak kształtuje się linia orzecznicza w tego typu sprawach. Pierwsze doświadczenia pokazują, że tego typu roszczenie i wniosek o zabezpieczenie może być dobrym kierunkiem np. dla najemców, i to zarówno biur, jak i punktów handlowych czy usługowych.

Żeby nie być gołosłownym: Postanowieniem z 18.08.2020 r., sygn. akt XVI GCo 191/20, Sąd Okręgowy w Warszawie obniżył o 40% wysokość czynszu. Sąd uznał, że w ramach wniosku najemca zdołał uprawdopodobnić, iż wskutek nadzwyczajnej zmiany stosunków, wywołanej epidemią COVID-19 oraz związanymi z nią restrykcjami sanitarnymi, spełnianie świadczenia w dotychczasowej wysokości grozi poniesieniem przez niego rażącej straty. Czynsz najmu przekroczył bowiem dochody, które można aktualnie osiągnąć z prowadzenia danego punktu usługowego, co uczyniło go dla innych potencjalnych najemców całkowicie nieatrakcyjnym, a dodatkowo wielu najemców lokali w centrach handlowych zdecydowało się na ich opuszczenie, nawet kosztem zapłaty kar umownych wynajmującym. Wskutek powyższego spadł stopień komercjalizacji centrów handlowych, co z kolei wprost przekłada się na zmianę wartości świadczenia w postaci czynszu najmu – w sposób, którego strony nie mogły przewidzieć przy zawarciu umowy.

Skorzystanie z art. 3571 § 1 Kodeksu cywilnego okazało się możliwe również w odniesieniu do zabezpieczenia roszczenia o obniżenie o 20% czynszu najmu za biuro – taki wniosek został uwzględniony przez Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto w Poznaniu postanowieniem z 29.06.2020 r., sygn. akt X GCo 96/20. Najemca – spółka z branży IT – wykazała, że wskutek epidemii COVID-19 odnotowała spadek obrotów, spowodowany problemami finansowymi jej klientów. Głównym argumentem było jednak przejście wszystkich pracowników z oddziału spółki, którego dotyczył wniosek, na pracę zdalną. Spółka argumentowała, że wpłynęło to na znaczne ograniczenie przydatności wynajętego biura do umówionego użytku, czego żadna ze stron nie była w stanie przewiedzieć przy zawarciu umowy. W biurze przestała być zatem prowadzona bieżąca działalność spółki, zaś celem spółki przy zawarciu umowy najmu nie było samo posiadanie jakiegokolwiek lokalu, lecz wynajęcie biura, w którym pracownicy spółki mogliby normalnie wykonywać pracę i do którego mogliby przychodzić kontrahenci spółki.

Rzeczywistość nie jest rzecz jasna zawsze tak kolorowa dla najemców, bo wynajmujący broniąc się w takich sprawach nie zasypują gruszek w popiele. Po jaką artylerię sięgają i jakich argumentów używają?

1. zabezpieczenie polegające na obniżeniu stawki czynszu do końca trwania umowy najmu albo do końca trwania postępowania jest nadmierne i nieograniczone czasowo, zatem nie powinno podlegać uwzględnieniu;

2. nie ma podstaw, aby twierdzić, że brak udzielenia zabezpieczenia uniemożliwi albo poważnie utrudni wykonanie zapadłego w sprawie orzeczenia; innymi słowy: brak zabezpieczenia nie sprawi, że w wyniku wygrania procesu taki wyrok nie będzie mógł zostać „normalnie” wykonany;

3. negatywne skutki epidemii zostały złagodzone przez ustawodawcę poprzez:

  • uregulowanie oferty przedłużenia i jej skutków w art. 15ze Tarczy (zwolnienie z opłat z tytułu umowy najmu za okres „lockdownu”);
  • szereg programów pomocowych (pomoc publiczna), z której mogą korzystać najemcy;

4. należy wziąć pod uwagę skutki „lockdownu” dla całego majątku najemcy – najemca, który rekompensuje zmniejszenie sprzedaży w lokalach stacjonarnych działalnością sklepu online nie spełnia przesłanki „rażącej straty”;

5. gospodarka powoli wraca na dotychczasowe tory.

Warto dodać, że wnioski o zabezpieczenie ze strony najemców nie ograniczały się tylko do obniżenia czynszu. Najemcy wnioskowali też np. o zakazanie wynajmującemu korzystania z gwarancji bankowej (jako zabezpieczenia zobowiązań najemcy), zakazanie wszczynania egzekucji, czy składania wniosku o nadanie klauzuli wykonalności aktowi notarialnemu, w którym najemca poddał się egzekucji co do zapłaty czynszu.

Przy takiej konstrukcji wniosku o zabezpieczenie, najemcy musieli na ogół przełykać gorycz porażki, ponieważ:

nie można  zakazać wynajmującemu korzystania z gwarancji bankowej, gdyż:

  • godzi to w istotę gwarancji jako zobowiązania abstrakcyjnego, bezwarunkowego, nieodwołalnego, płatnego na pierwsze żądanie;
  • realizacja gwarancji następuje w relacji wynajmujący – bank, a bank nie jest stroną procesu;

nie można zakazać wszczynania egzekucji lub składania wniosków o nadanie klauzuli wykonalności oświadczeniem z art. 777 k.p.c., gdyż:

  • ograniczenie prawa do sądu może nastąpić tylko z mocy ustawy (a nie orzeczenia sądowego);
  • postanowienie o nadaniu klauzuli / czynności komornika podlegają kontroli instancyjnej;
  • najemca może skorzystać z powództwa przeciwegzekucyjnego,

PODSUMOWANIE: jak zatem widać klauzula rebus sic stantibus nie jest złym pomysłem, pod warunkiem, że skutecznie uda się przeforsować zabezpieczenie i uzyskać tymczasową ochronę na czas procesu. Jeżeli zabezpieczenie „chwyci”, to czas trwania procesu (może to być nawet okres 2-3 lat) będzie w większym stopniu zmartwieniem dla drugiej strony.

Bartosz Wójcik – adwokat, partner w Nikiel Wójcik Noworyta, odpowiedzialny za praktykę sporów sądowych i mediacji; ma bogate doświadczenie m.in. w sporach budowlanych, a także w sprawach karnych-gospodarczych.